Zamek Eymericha - Valerio Evangelisti - książka
Producent: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Pierwsza z serii książek o inkwizytorze Eymerichu Oszałamiająca mikstura: średniowiecze, fantastyka i mity. Wejdź do krainy, gdzie przenikają się światy. Oto mistrzowska układanka wątków i planów czasowych. Historia łączy się tu z wizjami przyszłości i obrazami onirycznych krain. W centrum wydarzeń stoi inkwizytor Nicolas Eymerich, bezwzględny intrygant i przebiegły żołnierz Boga. Eymerich zostaje wysłany, by rozwikłać zagadkę kastylijskiej twierdzy Montiel, rezydencji króla Piotra Okrutnego. Widma w ciemnościach, twarze wyłaniające się ze ścian i przypadki nawiedzeń są przejawem mrocznej tajemnicy zamku. Inkwizytor stanie wobec potęgi żydowskiej kabały i machinacji uzurpatorów. Napotka też przeciwnika groźniejszego od magów i spiskowców: kobietę... i własne tłumione uczucie. Historia Eymericha ma konsekwencje w przyszłości. Grupa naukowców pod rozkazami SS przeprowadza makabryczny eksperyment. Mistyczny związek łączy oddalone o sześć wieków wydarzenia... I pamiętaj. Nikt nie jest niewinny. Kolejne książki w serii w 2007 roku: Nicolas Eymerich, inkwizytor Mater Terribilis Cherudek FRAGMENT: Eymerich żywił instynktowną niechęć do zbiegowisk. W jego oczach motłoch był stugłowym potworem idącym jedynie za bezrozumnymi odruchami i odbierającym jednostkom ich wolną wolę. Oczywiście wszystko wyglądało inaczej, gdy taką ludzką chmarę podporządkował sobie jakiś stanowczy, przenikliwy umysł. On sam wiele razy kierował tłumami, choć one o tym nie wiedziały. Biada jednak, jeśli nad motłochem nie panowała niczyja inteligencja. Wtedy musiał on stworzyć własną, barbarzyńską i nieprzewidywalną. Toteż wyszedłszy z baszty, Eymerich podszedł do Wieży Chwały i nieufnie, ze zmarszczonymi brwiami, zmierzył wzrokiem wieśniaków zebranych na dziedzińcu. Nie spuszczało ich z oczu także kilku saraceńskich żołnierzy. Ołowiane niebo, które nadawało twarzom dziwny kamienny wyraz, wzmogło niechęć inkwizytora. Ruszył zdecydowanie ku mężczyźnie w szatach księdza, jak gdyby miał zamiar nim potrząsnąć. – Czego tu chcecie? – wycedził przez zęby. – Co to za zbiegowisko? Mężczyzna nie dał się onieśmielić. Miał szlachetną, piękną twarz okoloną białą brodą i długie włosy tego samego koloru. Gdy się odezwał, wrzask tłuszczy ucichł. – Jestem García de Valcos, proboszcz Montiel. Ani sędzia, ani wójt nie stoją już na czele wioski, dlatego też Zakon Calatrava kazał mi przewodzić tym ludziom. Wy jesteście inkwizytor Nicolas Eymerich? – Tak. Skąd wiecie? – Właśnie was szukałem. – Z jakiego powodu? – Zaraz sami się przekonacie. Proboszcz wskazał palcem ciałko trzymane w objęciach przez matkę. Eymerich, którego tymczasem dogonił ojciec Gallus, podszedł do kobiety. Musiała być bardzo piękna, jednak teraz jej czarne oczy były szkliste od łez, a rysy twarzy zmienione przez udrękę i zmęczenie. Chłopczyk natomiast miał jasne włosy i był bardzo blady. Zbyt blady. Trzymała dziecko przy piersi, jakby ciepło jej ciała mogło je ożywić. Ale gdy Eymerich podniósł delikatnie głowę malca, ta opadła bezwładnie do tyłu. Inkwizytor spojrzał na kobietę, potem na księdza. – Ojcze proboszczu, co tu się stało? Ktoś z tłumu rzucił przekleństwo, ale ksiądz uspokoił tumult jednym ruchem ręki. – Ojcze Eymerich – powiedział spokojnie. – Nie macie pojęcia, co się dzieje w Montiel od początku oblężenia. To trzecie z naszych dzieci, jakie znajdujemy zamordowane... Spójrzcie na nie. Nie widzicie nic osobliwego? Eymerich znów przyjrzał się chłopcu, nie podchodząc za blisko, aby nie denerwować matki, która znów zaczęła bezgłośnie szlochać. Przytaknął zamyślony. – Tak, to oczywiste, że jest tu coś dziwnego. Chłopiec jest zbyt blady, nawet jak na umarłego. Skóra jest prawie przezroczysta, jakby w ciele nie została nawet kropla krwi. A jednak nie ma żadnych widocznych ran, oprócz maleńkiego nacięcia na szyi... – Właśnie tak – odezwał się zza jego pleców ojciec Gallus. – Tak jakby przez to małe nacięcie uszła cała krew. Eymerich przyglądał się matce, nie zważając na gniewne okrzyki, które znów zaczęły dobiegać z głębi tłumu. (…) Wieśniaków znów ogarnęła furia. Wszyscy zaczęli krzyczeć, jeden przez drugiego. Jakiś rozgorączkowany mężczyzna w koszuli rozpiętej na piersi mimo zimna podniósł zwój sznura i potrząsnął nim w kierunku baszty. – Dajcie nam Żydów! Dajcie nam któregoś! Sami wymierzymy sprawiedliwość! (…) – Dam wam winnych, bądźcie pewni – obiecał Eymerich, nabierając nadziei. – Dam ich wam przywiązanych do stosu. Ich krzyki poświadczą, jak wypala się zło! Ale teraz odprowadźcie matkę do jej domu i pilnujcie waszych dzieci. Zostawiliście je same, aby tu przyjść. Biegnijcie, by bronić ich przed niebezpieczeństwem, które nad nimi zawisło! Ostatnie zdanie przyniosło natychmiastowe otrzeźwienie. Wielu wieśniaków cisnęło na ziemię pochodnie i ruszyło do wsi, przerywając słabe szeregi saraceńskich żołnierzy. (…) Dziedziniec, pod nadal ciemniejącym niebem, był niemal wyludniony. Eymerich przyjrzał się ciężkim sylwetom baszt i przedziwnej plątaninie galerii. P...
Sklep: skupszop.pl
Cena:
3.82
PLN
Przejdź do sklepu